Welcome to the real world
Ta sekcja jest przeznaczona dla tych, którzy podróżują trochę „ostrzej”, niż tylko typowymi backpackerskimi trasami naziemnymi. Przyda się raczej w krajach mało popularnych, nieco niebezpiecznych oraz tym, którzy albo jeżdżą naprawdę ultratanio albo w ogóle bez pieniędzy, a do tego mają sporo odwagi. Dla takich „podróżników-backpackerów”.
» Przed wyjazdem umów się z kimś w domu, żeby miał telefon włączony 24/7 i był Twoim kontaktem na wypadek niebezpieczeństwa. Poinformuj go, jaką trasę planujesz i jakie przewidujesz niebezpieczeństwa. Co kilka dni dawaj mu znać, gdzie jesteś i dokąd dalej jedziesz. Jeśli wpadniesz w szambo, on będzie Twoją jedyną nadzieją. Numer do tej osoby oraz do ambasady miej zanotowany w kilku miejscach, w tym np. na zalaminowanej karteczce pod wkładką w bucie (to tip dla hardcorowców-hardcorowców).
» Jeśli nie masz gdzie spać i pozostaje miejski plener, wybieraj najlepsze dzielnice. Dobre są też cmentarze (jaki patrol sprawdzałby cmentarz?), tyły supermarketów (gdzie jest dużo pudeł), dobra może być też całodobowa kawiarnia (zamawiasz kawkę, siadasz gdzieś w kącie i kimonko), lotniska (nawet w holu przed odprawą), poczekalnie szpitali (hit!) i kościoły (ale tylko oficjalnie, po prośbie). Nieszczególne miejsca to: dworce i stacje autobusowe, parki.
» Innym rozwiązaniem jest próba upicia się z kimś w barze. Na tęgim rauszu powinien pomóc kompanowi w biedzie i zaprosić do siebie na noc. Warto też pytać w barach, często barman ma znajomego, który chętnie przenocuje cię tanio u siebie.
» Często tańsze niż loggie w okolicach różnych parków krajobrazowych są bilety do tych parków. Kupujesz bilet pod wieczór, odchodzisz dwa czy trzy kilometry w głąb i zalegasz na karimatce na dowolnej polanie. W Afryce może niekoniecznie to zadziała, ale w Europie i Azji już tak.
» Noclegi w buszu w Afryce nie są takie straszne, o ile masz namiot i rozpalisz ogień. Jeśli usłyszysz, że w nocy łażą Ci po obozie zwierzęta i groźnie pomrukują, siedź w namiocie i nie wystawiaj nawet głowy.
» Gdy nie możesz się wykąpać – umyj się ręcznikiem (nawet papierowym) wodą i mydłem w łazience w hotelu, banku, wypożyczalni samochodów, szkolnej sali gimnastycznej etc. Gdy jest bardzo źle w departamencie higieny, pewnym krokiem wchodzisz do eleganckiego hotelu (w egzotycznych miejscach biała twarz zazwyczaj wystarcza, nawet jeśli towarzyszy jej kilkudniowy aromat i ogólne zabrudzenie), kłaniasz się recepcjonistce i kierujesz od razu do łazienki w lobby, gdzie dokonujesz gruntownej ablucji. Generalnie im lepszy hotel, tym więcej można tak zdziałać. Na drogę możesz poczęstować się mydełkiem, zapalniczką lub zestawem do szycia, jeśli są za darmo w roli reklamówek (a zazwyczaj są).
» W Bangkoku na Khao San Rd możesz zaopatrzyć się w lewe prawo jazdy lub dowód osobisty, najlepiej na inne nazwisko. Nigdy nie wiesz, kiedy się przyda (świetny np. w roli depozytu w hotelu). W tym samym miejscu można zakupić podrabianą kartę ISIC, dającą zniżki w niezliczonej ilości miejsc. Nieco drożej można kupić dyplom dowolnego uniwersytetu i certyfikaty z angielskiego, które się przydadzą, jeśli chcesz się zatrudnić jako native speaker.
» Jeśli zostaniesz aresztowany, oprzyj się pokusie proponowania łapówki. Nigdy nie wiesz, w jak poważnych tarapatach jesteś i co Ci grozi, więc nie warto dodatkowo sobie grabić. Jeśli łapówka wchodzi w grę, nic się nie bój, na pewno sami ją zaproponują. Jeśli sytuacja jest poważna, pod żadnym pozorem nic nie podpisuj, konsekwentnie żądaj kontaktu z ambasadą i tłumacza, i uruchom wszystkie sztuczki negocjacyjne, od płaczu i łkania ze strachu, po pozycję siły białego kolonizatora.
» Jeśli kończy Ci się wiza, a potrzebujesz jeszcze trochę czasu w danym kraju, sprawdź, czy nie ma możliwości tzw. visa runs – czyli jednodniowych wypadów za granicę w celu zebrania stempelków. To zadziała tylko, jeśli wizę do obu krajów można załatwić na przejściu granicznym.
» Jeśli już przekroczyłeś datę ważności wizy, możesz albo ubiegać się o papier pozwalający wrócić do domu (kosztowny, kary i sporo formalności), albo pójść na policję i zgłosić zaginięcie paszportu. Dadzą Ci papier, który pozwoli Ci dojechać do najbliższej ambasady (jest szansa, że przekroczysz na nim granicę). Z nim warto się też udać do polskiej ambasady, która wystawi Ci tymczasowy paszport, na którym możesz wrócić do domu (np. objazdem przez Argentynę i Mongolię). Próba przekroczenia granicy z nieważną wizą to bankowy areszt i pobyt w tzw. detention center, który jest gorszy niż więzienie.
» Po Afryce można się poruszać stopem lotniczym (zazwyczaj płatnym, ale mało), w samolotach rolniczych i transportowych. Wszystko w gestii pilota. To działa też na północy Rosji, Alasce i innych słabo zaludnionych terenach.
» Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby się załapać na stopa po morzu. Rolę stacji benzynowych będą więc pełnić nabrzeża i tawerny (barman jak zwykle jest nieoceniony), kluby jachtowe i wypożyczalnie sprzętu.
» Do Afryki woź ze sobą tani zegarek na łapówkę, gdy jest źle, a źle bywa często.
» Jeśli śpisz na dworcu, to tam gdzie inni. Zazwyczaj można to robić. Plecak przywiąż do siebie, połóż się na nim albo wciśnij go między siebie a ścianę.
» Sporo można oszczędzić, jeżdżąc nocnymi autobusami/pociągami. Wyspać się nie dasz rady, ale nie płacisz za nocleg i pokonujesz kilometry w tym samym czasie. Panowie z Nspire.pl, którzy robili tę stronę, w czasie swojej podróży po Maroku nie spali w łóżku w ogóle przez cztery dni. Po takiej nocce w trasie zawsze można zalec w parku albo na plaży na dwie godzinki (a w dzień już można, policja nie będzie się czepiać).
» Spanie na plażach też przeważnie jest ok. Nie śpij nigdy sam, a jak trzeba, spytaj kogoś kto śpi nieopodal, czy możesz się położyć obok. Sprawdź też poziom przypływu, żebyś rano nie obudził się bez plecaka. Niektóre plaże i okolice znane są z rabunków, zawsze przed wyborem popytaj miejscowych.
» Do packlisty dodaj: światła chemiczne, wysokokaloryczne jedzenie (batony z suszonych owoców, orzechy), płyn do odkażania rąk (do zdobycia tylko w szpitalach, ale cudowny specyfik – oblewasz ręce, odczekujesz chwilę, wycierasz i możesz jeść) i obowiązkowo alumatę.
» Jeśli planujesz trasę po dżungli/pustyni/górach z dala od cywilizacji, a szczególnie jeśli idziesz bez przewodnika, rozważ zabranie następujących rzeczy: telefonu satelitarnego (do wypożyczenia dość tanio, np. w marsat.pl), flar na dzień i noc, krzesiwa, zapałek szturmowych, dobrego noża, ze dwóch paczek liofilizowanego jedzenia, bardzo dobrego kompasu, drugiego zapasowego i lepiej wyposażonej apteczki.
Może się też przydać system uzdatniania wody (ja biorę filtr mechaniczny o średnicy max. mikrona oraz SteriPen), hamak, moskitiera, kuchenka z lekkimi kartuszami (mam leciutkiego Primusa, bardzo polecam), podstawowego sprzętu wspinaczkowego, więcej linek i jakiejś grubszej liny, drybaga albo dwóch i lekkiej płachty foliowej (za 5 zł w każdym sklepie budowlanym).
» Stop na odkrytych paczkach ciężarówki nie ma sobie równych. Muzyka w uszach, wiatr we włosach, kilka godzin w skwarze i kurzu.
» Podróżowanie na gapę w pociągach towarowych coraz częściej źle się kończy, gdy wkraczają SOK-iści żądni zemsty. Niemniej jednak czasem udaje się przekimać na jakiejś bocznicy w odstawionym składzie, tylko bądźcie naprawdę cicho i atakujcie grubo po zmierzchu. Innym nieco niebezpiecznym, ale darmowym miejscem do spania w miastach są dachy budynków i place budów, gdzie postawione są już rusztowania i pierwsze zadaszenia.
» Targi wieczorem to jedzenie za darmo. Zaopatrzyć się w prowiant drugiej świeżości można też z tyłu dużych supermarketów i piekarni. Pomogą ci też na pewno squatterzy i Krisznowcy.
Przejdź do: jak nie robić światu krzywdy.
- Planowanie
- Tanie loty
- Bagaż i pakowanie
- Packlista: klimat gorący
- Packlista: klimat chłodny
- Budżet i pieniądze
- Na lotnisku i w samolocie
- Gdzie spać: hotele, hostele, guesthouse’y
- Poruszanie się po kraju
- Zdrowie i szczepienia
- Unikanie kłopotów
- Walka z przyrodą
- Poradnik hardcorowca
- Jak nie niszczyć świata