Jak się zachowywać?
» Podróżowanie to tak naprawdę poznawanie ludzi. Otwartość i łatwość nawiązywania kontaktów to więc podstawa. Naucz się podstawowych zwrotów w lokalnym języku. Dowiedz się jacy są znani sportowcy z danego kraju, to dobry punkt wyjścia do rozmowy. Przyda się też znajomość kilku lokalnych zespołów muzycznych. Dobrze mieć zdjęcia swojej rodziny, pocztówki z Polski itp. (zwłaszcza w Afryce) – bardzo zbliżają.
» Podróżuj z różańcem, zdjęciem papieża, Koranem, Torą itd., w zależności od regionu. Drastycznie poprawia to twoje bezpieczeństwo, zwłaszcza gdy idziesz przez ciemną dzielnicę, klepiąc zdrowaśki i trzymając w ręku Biblię.
» Jeśli prosisz o radę lub pytasz o drogę, pytaj najlepiej sklepikarzy. Sprzedawca nie wyjdzie z Tobą, by Cię zaprowadzić i zainkasować napiwek albo doprowadzić tylko do sklepu z dywanami swojego kuzyna.
» Zwracaj baczną uwagę na ubiór i zachowanie miejscowych. Kto komu ustępuje miejsca, jak się do Ciebie odnoszą, czy noszą zawsze długie spodnie, którą ręką jedzą itp. Staraj się zachowywać tak jak oni i nie paradować z gołą klatą w samych klapkach i szortach. Po pierwsze, to niegrzeczne. Po drugie, prawdopodobnie zarobisz guza. Nie musisz udawać localsa, chodząc w turbanie, ale naucz się zachowywać z szacunkiem dla miejscowej kultury.
» Rozmowa o polityce niesie duży ładunek ryzyka ostrej kłótni. Podobnie religia, homoseksualizm, równouprawnienie płci i stosunek do aborcji. Dla świętego spokoju lepiej tych tematów unikać w rozmowach z przypadkowymi miejscowymi.
» W bibliotekach często jest darmowy dostęp do sieci. Również w niemal wszystkich McDonaldach i Starbucksach.
» Gdy ktoś Cię zaprosi na noc albo kilka dni do siebie do domu, zmywaj, rób zakupy i obiad – jest spora szansa, że twój gospodarz załatwi Ci nocleg w następnym miejscu, do którego się udajesz albo gdzieś Cię podwiezie. To nie jest wyrachowanie – uprzejmość rodzi uprzejmość.
» Nie pokazuj że lokalne jedzenie Cię brzydzi jakimkolwiek gestem. Jeśli ktoś cię czymś częstuje, zjedz to z grzeczności (chyba że masz uzasadnione obawy o swoje zdrowie). Jeśli jest bardzo źle, powiedz że religia Ci tego zabrania. Tłumaczenie, że już jadłeś i nie jesteś głodny prawie nigdy nie działa.
» Gdy jedziesz do Afryki, weź ze sobą wizytówki (Afrykanie uwielbiają wizytówki z adresami), baloniki, znaczki, naklejki – cokolwiek z Polski na drobne prezenty dla zaprzyjaźnionych miejscowych.
Autobusem / minibusem / pociągiem
Gdy mówimy o wielogodzinnych przejazdach, nie mówimy o luksusowym klimatyzowanym autobusie. Mówimy o świniobusie, o starym Elgazim i jego kozach, o sześciuset kilogramach ziarna na dachu, o rzęchu pamiętającym Mussoliniego, który z przeładowania ciągnie podwoziem po glebie.
Mówimy o szesnastu godzinach w brudzie, smrodzie, ścisku i duchocie na drodze z dziurami wielkości pułapki na czołgi. Nie ma jak wyprostować nóg, kolana nie mieszczą się przed następnym siedzeniem, nie ma się jak przespać albo o co oprzeć, bo jedyna dostępna poduszka to odkryta pacha rolnika zmierzającego na stojaka na targ.
Tak to wygląda, tak to ma wyglądać i tak jest dobrze. Dzień w takim autobusie to kopalnia historyjek, przeżyć, adrenaliny, strachu, śmiechu do łez i szczerych wzruszeń, gdy sąsiadka częstuje cię suszonym kalmarem, a sąsiad opowiada historię całej swojej rodziny, ilustrując ją bogato zdjęciami. W autobusach poznaje się prawdziwych mieszkańców, prawdziwe życie i prawdziwa kulturę. Nie ma nic lepszego od lokalnych autobusów.
Ale tylko, gdy się o tym myśli z wygodnego fotela w domu pół roku później. Gdy się nim jedzie, nie jest zbyt rozrywkowo. Lokalne autobusy to przeważnie naprawdę wiekowe maszyny i do tego – nie oszukujmy się – dość niebezpieczne. Przeładowane, chwieją się nad przepaścią, ledwo ciągną pod górkę, hamulce trzymają na słowo honoru, silnik psuje się w szczerym polu. Ponieważ jednak są podstawowym środkiem backpackerskiej komunikacji, zawsze przed wyjazdem dowiedz się, jak wyglądają i jakie obowiązują w nich zasady. Wszystko, żeby potem mieć gotową strategię przy zajmowaniu miejsc:
» Dobrych miejsc po prostu nie ma, trzeba więc wybrać mniejsze zło. Co kto lubi. Osobiście zazwyczaj preferuję miejsca jak najbardziej na wylocie, żeby można było względnie szybko opuścić pojazd, gdy zajdzie gwałtowna potrzeba. Jeśli się da – na dachu. Jeśli się nie da, jak najbardziej przy drzwiach. Minusy: deszcz, zimno i gradobicie na dachu, przy drzwiach ścisk największy z możliwych.
» Miejsce przy oknie wydaje się atrakcyjne, przy założeniu że na jedno miejsce przypada jedna osoba. Zazwyczaj jednak na jedno miejsce przypada półtorej do dwóch osób, przez co siedzenie przy oknie zamienia się bolesny wcisk w ścianę, a i o wyjście trudno.
» Siedzenie w alejce (dostawiane taborety, przycupnięcie na skrzyniach, siad turecki na podłodze) daje względną swobodę. Minusy: lot przez przednią szybę przy gwałtownym hamowaniu, ścisk nie do opisania, gdy ludności przybywa.
» Kryterium, które niesłusznie jest przez wielu pomijane przy wyborze miejsca w autobusie, to odległość od głośników. Kierowcy w egzotycznych krajach nie wiedzieć czemu mają tendencję do katowania ich na pełny regulator, co już po dwóch godzinach doprowadza do szewskiej pasji. Ani poczytać, ani posłuchać muzyczki, ani przymknąć oko. Im dalej od głośników, tym lepiej.
» Jeśli jedziesz lepszym autobusem, z firankami i klimatyzacją, warto usiąść z tyłu i mieć sporo ciepłych rzeczy. Klimatyzacja bardziej wieje z przodu, a zimno robi się bardzo szybko, bo kierowcy nie wiedzieć czemu lubią lodówę.
» Gdziekolwiek siedzimy, pozostaje problem bagażu. Bagaż wrzucony na dach może (ale nie musi, nie wpadajmy w paranoję!) spaść na pierwszym zakręcie, celowo pozbawiony linek mocujących przez samego mocującego. Bagaż w luku z dość dużym prawdopodobieństwem znajdzie nowego właściciela na którymś z przystanków (zwłaszcza gdy nie możemy wysiąść, by sprawy przypilnować albo i w ogóle nic nie widzimy, uwięzieni w tłumie w środku). Jeśli to wygodne, wychodź z autobusu na przystankach i doglądaj swojego inwentarza podczas przeładunku w lukach.
» Bagażu do środka często wnieść nie można w ogóle, bo kierowca się gorączkuje. Jeśli jednak się uda, pchamy go albo pod nogi, albo na kolana (to już wersja hardcore, gdy nie ma co z nim zrobić. Tak umieszczony plecak świetnie służy za poduszkę przy siedzącym trybie drzemki).
» Jeśli dysponujemy luksusem półki na bagaż, plecak kładziemy albo trochę przed sobą, albo na przeciwległej półce. Generalnie umieszczamy go tak, by widzieć choć kawałek i od razu móc zauważyć, gdy zacznie się przemieszczać. Co bardziej zestresowani mogą do niego przyczepić szeleszczącą torebkę. Plecak położony bezpośrednio nad głową podbiera się bardzo łatwo, jako że jest dla właściciela niewidoczny, więc można z niego wyjąć niemal wszystko tuż pod (czy raczej nad) jego nosem.
» Tym, którym wytrzymałość na ścisk się już skończyła (żaden wstyd, wszyscy tak czasem mamy) pozostaje wykupienie dwóch biletów – za drugi wieziemy plecak w roli pasażera, na siedzeniu obok siebie. To daje jaki taki komfort i odgrodzenie od wspomnianej odkrytej pachy.
» Zawsze dowiedz się, ile będzie trwać podróż. Bierz pod uwagę, że w krajach o PKB wydatnie niższym niż u nas (w Afryce i biednej Azji zwłaszcza) coś takiego jak rozkład jazdy nie istnieje. Autobus może jechać 250 km na przykład osiem godzin, to nie jest nic niezwykłego. Jeśli z mapy wynika, że powinniście być za godzinę na miejscu, ale miejscowi mówią, że zostały jeszcze cztery – wierz miejscowym.
» Jeśli przyjdzie Ci się przespać w pociągu/autobusie, plecak przywiąż do siebie albo połóż się na nim. Wspomniana szeleszcząca torebka też zdaje egzamin.
» Stare rzęchy jadą długo i często się psują. Warto czasem rozważyć autostop na tej samej trasie, nawet jeśli będzie trzeba nieco za niego zapłacić.
» Bardzo często autobusowe trasy pokonują też minibusy (albo tzw. shared taxi). Są zazwyczaj nieco droższe, ale jadą szybciej (czasem aż za szybko). W niektórych krajach (Maroko, Zambia) ich funkcję pełnią zwyczajne samochody osobowe. Sprawdź, czy nie lepiej z nich skorzystać.
Autostopem
Jazda autostopem dostarcza wrażeń niedostępnych inaczej. Poznajesz nowych ludzi i jesteś skazany na długie godziny w ich towarzystwie. Trzeba jednak być świadomym, że niesie ze sobą potencjalnie poważne ryzyko. Znakomita większość takich przejazdów kończy się bezproblemowo. Ale jeśli coś się ma stać, to już coś poważnego – rabunek, wypadek, gwałt – ta liga.
» Przede wszystkim ufaj swojej intuicji – jeśli masz złe przeczucie, nie wsiadaj do samochodu.
» Jeśli już jedziesz i widzisz, że kierowca nie dysponuje najpewniej prawem jazdy albo i kwalifikacjami do niego, wysiądź jak najszybciej, nawet jeśli będziesz musiał krzyczeć, udając wariata.
» Jazda autostopem nie jest wbrew pozorom darmowa. Zapłatą jest twoje towarzystwo: odmienność, historyjki z daleka, przygody. Postaraj się więc trochę, a nie siedź cicho. Zaprzyjaźnienie się z kierowcą daje zresztą sporo profitów: może Cię podwieźć kawałek dalej, załatwić nocleg, zaprosić na obiad itp. Bardzo miłym gestem jest też poczęstowanie kierowcy ciasteczkami, owocami czy cukierkami, jeśli je masz.
» Jeśli robisz tabliczkę na autostop, zapisz nazwę miasta w lokalnym języku albo zrób jakąś wesołą, która może rozbawić kierowcę.
» Bierz pod uwagę fakt, że czasami utkniesz w szczerym polu na pół dnia (albo dwa dni), prześpisz się przy drodze i zmarnujesz mnóstwo czasu.
» Gdy jeździsz autostopem, miej ze sobą (na wierzchu): coś przeciwdeszczowego, wysokokaloryczne jedzenie (batony, orzechy suszone owoce), mapę oraz latarkę.
» Dużo łatwiej złapiesz okazję, gdy schludnie wyglądasz, uśmiechasz się i wchodzisz w pantomimiczny dialog z nadjeżdżającym kierowcą. Twoje szanse zmniejszają za to: okulary przeciwsłoneczne i czapka z daszkiem, wygląd menela i ponura/groźna mina. Słowem wszystko, co sugeruje, że jesteś sprawcą potencjalnych kłopotów.
» Najłatwiej się łapie stopa damsko-męskim parom, w następnej kolejności samotnej osobie. Dwóch facetów ma już trudniej, trzech to dramat. Samotnym dziewczynom stopa nie polecam nigdy w życiu.
» Staraj się unikać podróżowania stopem w nocy, to jednak zwiększa ryzyko (i wypadku, i nieprzewidzianego scenariusza).
» Nie musisz łapać stopa stojąc przy drodze. Zajrzyj do przydrożnych barów i kafejek lub na stacje benzynowe i popytaj kierowców. Gdy rozmawiasz z nimi twarzą w twarz, szanse gwałtownie rosną. Jeśli stoisz na drodze, ustaw się w miejscu, w którym kierowcy i tak zwalniają – przed zakrętem, kawałek za nim, na zwężeniach. Jakoś łatwiej im się zatrzymać, gdy nie muszą hamować ze 120 do zera. Hitem jest też podbieganie do samochodów, które zatrzymały się na światłach i pytanie kierowcy.
» W niektórych krajach za autostop się zwyczajowo płaci. Dowiedz się jakie są stawki – przeważnie na poziomie biletu autobusowego na tej samej trasie.
Łodzią / promem
» Módl się, bo często stan tych wehikułów i ilość ludzi, które zabierają graniczy z szaleństwem.
» Czasem to będą naprawdę niezłe łodzie, może katamarany albo szybkie duże promy (np. Malezja, Tajlandia, Indonezja), ale dość często stare dziurawe rzęchy (Ameryka Południowa). W tym drugim przypadku nawet nie marz o kamizelkach bezpieczeństwa, bo na pewno jest ich pięć, a pasażerów pięciuset.
» Zajęcie odpowiedniego miejsca jest tez kluczowe, ale czynników jest więcej (słońce, silnik, gorąc spod pokładu itp.). Patrz, gdzie się tworzy największe zbiegowisko i tam się też kieruj.
» Dowiedz się, ile trwa podróż, bo czasem na tej samej trasie pływa kilka typów łodzi, np. prom, motorówka i statek towarowy. Motorówka będzie płynąć dwie godziny, prom – cztery i pół, a towarowiec całą noc.
» Nie chcę siać paniki, ale czasami pogodna podróż morska zmienia się w taką jazdę, że włosy stają dęba (np. na Karaibach, gdy nagle wyrastają trzymetrowe fale). Jeśli masz słabe serce albo się źle czujesz na wodzie, dowiedz się, jak wygląda prognoza i czy jest się czego obawiać.
Wynajętym samochodem
Zdarza się, że wynajęcie bryczki jest koniecznością (USA, niezaludnione tereny w Afryce itp.). Do tego trzeba się naprawdę przyłożyc, bo błąd kosztuje drogo. Garść rad:
» ZAWSZE wraz z wynajęciem samochodu wykup ubezpieczenie, które będzie Cię chronić, gdyby przydarzył Ci się wypadek (albo gdy ktoś inny cię stuknie, albo skoczy Ci pod koła).
» Raczej nie bierz najtańszego z dostępnych samochodów, zazwyczaj będzie strasznie zajeżdżony. Dowiedz się natomiast, czy nie ma aktualnie specjalnych ofert, które w tej samej cenie pozwolą Ci wziąć lepszy wóz.
» Upewnij się (wpisz w dokumentach), że prowadzić samochód będą mogli też inni ludzie z Twojej grupy i nie stracisz przez to ubezpieczenia.
» Sprawdź, co wyłącza ubezpieczenie (zjechanie z asfaltowej drogi? inny kierowca? jazda w nocy?).
Sprawdź, czy w umowie nie ma zastrzeżenia o maksymalnej ilości kilometrów, które możesz pokonać, czy ta ilość Ci wystarczy i co się dzieje, gdy przekroczysz limit.
» Jeśli masz do wyboru kilka samochodów, przyłóż się do drobiazgowego sprawdzenia, który jest w najlepszym stanie. Poziom oleju, bieżnik opon, przebieg, silnik „na ucho”, jakieś wycieki, jak chodzą biegi itd. Dowiedz się też, jaki olej leje sie do silnika i jakie paliwo będzie najlepsze. Wracałem już 200km, żeby wymienić auto, gdy zacząło mi coś stukać.
» Często wypożyczalnie nie wsadzają do bagażnika kluczy, lewarka, zapasu oleju, czasem nawet nie ma koła zapasowego. Wszystko po to, żebyś – gdy bryczka się rozkraczy – musiał zadzwonic po ich zaprzyjaźnioną pomoc drogową i żeby pospołu mogli Cię skasować. Na to nie ma raczej rady, więc zapisz zawczasu numery kontaktowe do wypożyczalni i obsługującej ją firmy assistance. A jak już bryczka odmówi posłuszeństwa, daj sobie chwilę na chłodna analizę, potem spróbuj zatrzymać innego kierowcę (pewnie będzie miał wspomniane klucze lub lewarek) i może uda Wam się razem załatwić sprawę, dzięki czemu dojedziesz do najbliższego warsztatu. Na bank wyjdzie to taniej niż przy udziale standardowej pomocy drogowej z Twojej wypożyczalni.
» Upewnij się że wypełniłeś dokumenty, w których zaznaczasz stan samochodu. Zaznacz wszystkie, nawet mikroskopijne wgniecenia, zadrapania itd. Jeśli takiego dokumentu nie ma – albo się o niego wykłóć, albo nie wypożyczaj samochodu.
» Jeśli chcesz oddać samochód w innym miejscu, niż to, z którego go zabierasz, dowiedz się, jak wysoka jest „one-way fee”. To jest istotne zwłaszcza w Stanach – różne firmy mają różne stawki, a niektóre na określonych trasach nie mają ich wcale. Sprawdź wszystkie opcje wszystkich firm, bo czasami to są gigantyczne oszczędności.
» Jeśli w trakcie jazdy cokolwiek zaczyna szwankować, skieruj się niezwłocznie do najbliższego punktu danej wypożyczalni i zrób awanturę. Mają obowiązek dać Ci sprawny samochód, który zapewni Ci bezpieczną jazdę (za to w końcu płacisz i to niemało). Nowy wóz dadzą Ci od ręki, ale jest duża szansa, że uda Ci się wynegocjować jeszcze zmianę klasy na lepszą, w ramach przeprosin.
» Jeśli bierzesz samochód zatankowany do pełna, taki też musisz odstawić. Zawsze taniej jest zatankować go na koniec samemu niż płacić ekwiwalent firmie – to się nigdy nie opłaca.
» Jeśli bierzesz terenowy wóz i planujesz trasy poza głównymi szlakami, koniecznie bierz zapasowe koło i zapas paliwa oraz wody.
Przejdź do: jak nie chorować na choroby tropikalne i na co się szczepić
- Planowanie
- Tanie loty
- Bagaż i pakowanie
- Packlista: klimat gorący
- Packlista: klimat chłodny
- Budżet i pieniądze
- Na lotnisku i w samolocie
- Gdzie spać: hotele, hostele, guesthouse’y
- Poruszanie się po kraju
- Zdrowie i szczepienia
- Unikanie kłopotów
- Walka z przyrodą
- Poradnik hardcorowca
- Jak nie niszczyć świata